Jesteś już bardzo dorosłą osobą, masz dorosłe obowiązki, jakąś wiedzę i doświadczenia…
… więc teoretycznie powinno być świetnie.
A jednak w wielu sprawach stoisz w miejscu.
Wielokrotnie próbujesz z czymś od nowa, nawet czasem idzie Ci nieźle, a potem znowu wszystko się przedłuża, nie finalizuje, sypie, zatrzymuje… Twój entuzjazm gaśnie, brakuje Ci chęci i mocy do działania.
Najczęściej problem nie polega na tym, że jesteś kimś wybrakowanym i niezdolnym.
To, że ponosisz fiaska, straty, nie finalizujesz, nie dopinasz, utykasz, itd. przyczyna leży gdzieś indziej…. w miejscu, z poziomu którego działasz.
Twój dorosły wiek… to jeszcze za mało.
Nawet jako dorosły możesz wewnętrznie funkcjonować jak dziecko… A życie prezyzyjnie zareaguje na pozycję, z której robisz wszelkie ruchy.
Dziecko nie rządzi swoim życiem. Ono jest zależne i czeka… aż ktoś powie, co wolno, aż ktoś za nie coś załatwi, nakarmi, zrobi, sprzątnie, zapłaci… weźmie odpowiedzialność.
Jeżeli wewnętrznie wciąż jesteś w takim miejscu, Twoje działania nigdy nie będą w pełni dorosłe.
Życie nie otworzy przed Tobą wrót do dorosłej obfitości, bo i z nią trzeba umieć sobie radzić.
Obfitość pięknie brzmi, ale to przecież nie tylko radość, to ogrom obowiązków do udźwignięcia, które… mogą przygnieść i pozamiatać dzieckiem.
Życie zawsze Cię chroni.
A zatem możesz się starać, podejmować coraz to nowsze próby, mieć genialne, lukratywne plany, projekty, znajomości, dostępy, marzyć na szeroką skalę, a nawet mieć wszelkie warunki fizyczne, które sprzyjają sukcesowi w danej branży… ale Twój nieświadomy hamulec wszystko zasabotuje, ponieważ jest mechanizmem przetrwania wyniesionym z wcześniejszych lat… I zostaje na lata… Na dorosłe życie.
Nie wychodzi Ci, bo choć robisz różne rzeczy, to robisz je nie do końca.
A może nie ma w Tobie 100% pewności i przekonania, co do wybranej drogi.
Albo to, co robisz… nie pochodzi z poziomu głębokiej pasji, tylko z kalkulacji i zysku… a to zawsze będzie za mało, by zdobyć sukces i na długo go utrzymać… bez strat.
Decydujesz się… ale zostawiasz sobie furtkę…
Chcesz zmiany… ale czegoś się boisz…
Nieświadomie boisz się tego wszystkiego, co stoi za sukcesem, tego ogromu spraw, które na Ciebie spadną i konsekwencji.
To sabotuje.
Idziesz do przodu, ale z myślą, że może ktoś w końcu przyjdzie i Ciebie uratuje… pomoże, wyręczy albo poprowadzi.
Życie zawsze niczym super-czuła antena zareaguje na… Twoją odpowiedzialność.
Jeżeli w dzieciństwie musiałaś / musiałeś radzić sobie sam, bez wystarczająco solidnego wsparcia rodziców, to nauczyłaś / nauczyłeś się jak przetrwać… i nie wiesz jak żyć z poziomu pełni beztroskiego dziecięcego serca… by z tym zasobem iść w dorosłość.
Przetrwanie polega na tym, by nie ryzykować za bardzo, być ostrożnym i się nie wychylać… bo można dostać bęcki.
Jeśli było trudno, odbiło w Tobie ślad.
Za dzieciaka nauczyłaś /nauczyłeś się takiego sposobu działania, jaki był Ci wtedy potrzebny…
Ale teraz za dorosłego… jest przeszkodą.
Dlatego możesz się starać, lecz w decydującym momencie, coś w Tobie Cię zahamuje.
Inteligencja CIAŁA jest ogromnie niedoceniana… ono doskonale wie, jak aktywować strach, jak dać Ci znać… że coś jest za duże, że Cię przerośnie, przygniecie, że lepiej poczekać, nie teraz jeszcze, może później… a może lepiej się przeziębić, rozchorować…
Autosabotaż to super precyzyjny mechanizm.
Pomimo świetnych planów i chęci, gdy będziesz już blisko… zrobi wszystko, by Cię… yyy… uchronić.
Bo przecież kiedyś za dziecka też miało być świetnie… a jednak nie wyszło.
Jest jeszcze jedna sprawa, bardzo prosta, ale rzadko nazywana wprost… WIERNOŚĆ RODZINIE.
Jeżeli widziałaś / widziałeś w domu biedę, mamę sfrustrowana, tatę nieobecnego albo pijącego, ich konflikty, ciężką pracę bez efektów, zmęczenie, brak kasy, ich fiaska, niespełnienie, albo życie od problemu do problemu… to mogło w Tobie powstać przekonanie, że… nie wolno mi mieć lepiej.
Wiem, że to może brzmieć dziwnie czy naiwnie, ale z doświadczenia wiem, że działa cholernie dobrze. Nie mówisz tego sobie na głos, wiadomo… po prostu tak żyjesz.
A wówczas nawet, gdy pojawia się szansa, to coś ją psuje, choćby wysoka gorączka i gluty do kolan… Miało być pięknie, tak wiele z siebie dałaś /dałeś… i znów się spieprzyło.
Zastanów się… jak często wybierasz to, co znane… choć trudne. Rezygnujesz w połowie drogi. A nawet robisz wszystko tak, żeby się nie udało do końca?
Jest fundamentalna zasada, która brzmi:
Dziecko chce być lojalne.
Dorosły bierze swoje życie we własne ręce…
I rodzicom daje uznanie i szacunek.
Dorosłość nie polega na tym, że wszystko się udaje. To bajka, która może chodzić po głowie dziecku.
Dorosłe życie to starcie z własnymi słabościami… i uzdrawianie rany wewnętrznej za raną.
Dorosłość polega na tym, że stajesz na własnych nogach, bez podpierania się na kimkolwiek.
I przestajesz liczyć, że ktoś inny poniesie za Ciebie skutki Twoich decyzji.
Że Cię wyręczy.
Poda pod nos.
Dorosły idzie na swoje.
I korzysta ze swojego.
Dorosły wie, że może się pomylić, stracić, zapłacić cenę… i iść dalej.
Dziecko tego nie potrafi, gdyż zawsze liczy na czyjąś opiekę.
Dopóki wewnątrz siebie wierzysz, że ktoś Ci coś da, odciąży, wyręczy, coś naprawi albo coś wyrówna, będziesz stać w miejscu.
A już tym bardziej, jeśli czekasz na to od rodziców, jako dorosła jednostka.
To, jak się w Twoim życiu dzieje… te wszystkie dziwne okoliczności, nagłe pochrzanione sytuacje i fiaska nie są złośliwościami losu… tylko zwykłą KONSEKWENCJĄ.
Przejście w dorosłość, jest trudne… ponieważ kończy się wtedy dziecięca w Tobie nadzieja, że ktoś Cię uratuje… I to tu się zaczyna prawdziwe dorosłe życie!
Jeżeli więc pytasz, dlaczego wciąż Ci nie wychodzi, odpowiedź jest prosta…
Ponieważ w ważnych sprawach wciąż stoisz w pozycji dziecka.
A życie na poziomie pieniędzy i robienia biznesów nie współpracuje z dziećmi, tylko z tymi, którzy solidnie trzymają się na nogach, bez bujającej głowy w obłokach, oraz biorących odpowiedzialność za swoje wybory… i działających nawet jeśli się boją.
Tak to wygląda na planecie Ziemia.
Jeżeli cały czas szukasz ochronnych skrzydeł… nie stoisz w mocy dorosłego.
Na szczęście jest to do przepracowania, co nie znaczy, że pójdzie szybko, łatwo i gładko.
Uświadomienie sobie tego jest pierwszym ważnym krokiem… i nad tym pracujemy z poziomu naszego UNIWERSUM… Serdecznie zapraszamy do POWROTU DO SIEBIE, do samostanowienia i życia w pełni i w mocy… Więcej TU
AUTORSTWA
© ALCHEMIA ŚWIADOMOŚCI










Jestem odpowiedzialna i nie oglądam się na innych , że ktoś zrobi za mnie lub mi da . Z domu nie wyniosłam biedy alkoholizmu , jedynie moja mama jest lękliwa pod każdym względem, włącznie z tym , że nigdy nie pochwaliła moich kolejnych wyborów np z otwieraniem biznesu. Jestem pracowita . Jestem fryzjerką i prowadzę salon. Mimo to właśnie tak jest , że nie mogę utrzymać stabilności finansowej i zadaje sobie pytania wciąż , co mam do przepracowania , gdzie popełniam błędy
Witaj Sylwia, pierwszy ważny i odważny krok za Tobą, potrafiłaś zauważyć w prawdzie to takie jakie jest. To wszystko wymaga bycia w dłuższej perspektywie w uważności, obserwacji… Nie wątpię, że w zaufaniu Twój wewnętrzny kompas naprowadzi Cię na Twoje lekcje do przepracowania. Zapraszamy do naszej strefy tresći Premium, gdzie zamieszczamy mnóstwo pomocnych treści w drodze do SIEBIE :-)
Pozdrawiam.