Ostatnio wiele osób zgłasza swój niepokój o to, co będzie, o to jak jest…
Mam wrażenie, że w powietrzu zrobiło się gęściej od lęku. I nie chodzi tylko o to, co wydarza się tu i teraz…
Ten niepokój ma długą historię.
ON NIE POWSTAŁ DZISIAJ…
Wiele jego warstw niesiemy w sobie od dawna…
On sięga znacznie głębiej.
Do zapisów podświadomych, komórkowych i tkankowych… w Twoim ciele i układzie nerwowym.
A część z niego jest starsza niż Twoje życie…
Jest echem losów tych, którzy byli przed Tobą.
Mnóstwa pokoleń wstecz.
Dotyka marzeń, pragnień, celów, tajemnic, rozczarowań, wstydu, nadużyć, straconej miłości, utraty dzieci, trudnych porodów, głodu, ogromu bólu i strat w ludziach, ziemiach, pieniądzach… Twoich babek, dziadków i tych, co przed nimi.
Być może Twoja babcia spała czujnie, gotowa na każdy dźwięk…
A Twój dziadek wracał z pracy, rozglądając się za zagrożeniem.
Mało kto ma w swoich przodkach łatwe historie.
Oni kiedyś musieli żyć z lękiem jak z towarzyszem, bo inaczej by nie przetrwali.
I teraz część tego niepokoju mieszka w Tobie, nawet jeśli Twoje życie wygląda inaczej.
Jest tak, ponieważ lęk przemieszcza się po ciele…
Zagnieżdża w żołądku, gardle, sercu, siada na karku, spina barki, mrozi przełyk, przyspiesza oddech, odbiera sen, paraliżuje… Ale musisz być jego więźniem.
ZAUWAŻ GO.
Nazwij.
Poczuj.
Nie odrzucaj.
I nie uciekaj.
Pobądź z nim…
Połóż dłoń na swoim ciele i mu powiedz: WIDZĘ CIĘ.
To nie jest tylko lęk, to także historia, która domaga się ZAUWAŻENIA, PRZYJĘCIA I UZNANIA…
Nie bierz tego na rozum…
Kiedy pozwalasz sobie poczuć i usłyszeć ten szept przeszłości… powoli zaczyna się w Tobie rodzić nowe doświadczenie… że teraz naprawdę JESTEŚ TU, w swoim życiu, w teraźniejszości…
A nie w dawnych opowieściach, które nie muszą się już powtarzać.
Ale muszą być przyjęte, uszanowane, muszą mieć swoje „imię”.
Nie walcz z lękiem.
LĘK PRZYSZEDŁ, BY COŚ CI POKAZAĆ.
Niech więc przepłynie…
Twoja obecność, ale także zgoda i Twój oddech mogą sprawić, że przestanie być nieprzewidywalnym wrogiem, a stanie się sygnałem, że w Tobie i wokół Ciebie istnieje przestrzeń do ukojenia… i objęcia miłością.
Zamknij teraz oczy i sprawdź, gdzie w ciele nosisz ten ciężar.
Nie próbuj go od razu zmieniać.
Pobądź tak chwilę…
Oddychaj.
I daj mu więcej uwagi, tak jak daje się dziecku, które czegoś się domaga.
To napięcie jest stare i tak bardzo długo czekało…
Teraz dostało Twoją obecność… ogromnie wiele to zmienia…
I ciało już wie, że nie musi biec.
Serce wie, że nie musi już czuwać ZA WSZYSTKICH.
Twój oddech także wie, że teraz ma prawo zwolnić… Wtedy zaczynasz czuć, że to, co nosisz, nie jest tylko Twoje.
A jeśli jest bardzo ciężkie, że aż Cię przygniata i nie umiesz z tego wyjść, Z PEWNOŚCIĄ NIE JEST TWOJE.
Swoje nawet gdy ciężkie, uniesiesz. Poradzisz sobie.
Ogromna ciężkość jest echem dawnych historii… Możesz je zostawić z wdzięcznością przy tych, którzy niegdyś to doświadczyli, przetrwali, stracili.
A w sobie ZATRZYMAJ TYLKO TO, CO DAJE CI ŻYCIE.
Oddychaj…
Daj sobie więcej spokoju…
Z każdym wdechem i wydechem zostawiaj to, co zbyt ciężkie.
Zaufaj sobie bardziej… I wracaj do tego, co naprawdę Twoje.
Z tego miejsca rodzi się moc 🧡
WPIS AUTORSTWA:
© ALCHEMIA ŚWIADOMOŚCI










0 Comments